piątek, 18 lipca 2014

Książkowa Rozkmina: 5 problemów z czytaniem

Tym razem będzie o tych książkach, które zupełnie mi nie leżą. Zaznaczam na wstępie, że każdą z tych książek próbowałem przeczytać kilka razy, i albo nie udało mi się i przerwałem w trakcie, albo w najlepszym wypadku doczytałem do końca zniesmaczony. Zamiast je recenzować, wytykać palcami błędy i chełpić się, pomyślałem, że pokrótce(jak to ja) opiszę główne powody dla których nie czytam "klasyków" i będziemy mieli temat z głowy. I nie, nie chodzi o to, że nie czytam bo jestem takim nonkonformistą... po prostu z różnych przyczyn nie mogłem się w te książki wkęcić.

Problem pierwszy: książka o niczym

Wyobraźmy sobie taką fabułę: główny bohater idzie. Co kilka zdań autor przypomina Ci, że bohater idzie, szedł lub iść będzie. To jest jego cel. Widzicie to? W ten sposób, mniej więcej, wygląda pierwsza część Mrocznej Wierzy Stephena Kinga. Zupełnie nie przeszkadza mi fakt, że to "klasyka gatunku", że napisał ją"mistrz" itd. Pierwsza część sagi jest, za przeproszeniem, o dupie. Koleś idzie przez pustynię w obcym i nic mi nie mówiącym świecie, z którym nie mam zbyt wiele wspólnego. Nawet ciężko docenić opisy przyrody. Bo, uwaga, akcja książki dzieje się na pustyni. Opis przyrody można zamknąć w jednym, krótkim zdaniu: widział piasek.

Problem drugi: zły czas

Uważam, że są takie książki, na których pierwsze przeczytanie jest jakieś okno czasowe. Jeśli to okno minie, to nie będziesz w stanie docenić danej pozycji. I to niezależnie od tego jakim jest klasykiem. Książki, których moment ja przegapiłem podobno należą do klasyki gatunku. Chodzi tu głównie o cykl książek i opowiadań składających się na Sagę o Wiedźminie. Świetnym czasem na czytanie tej sagi jest gimnazjum, może wczesne liceum. Potem mam wrażenie wyrastasz z cieszenia się, że ktoś powiedział "kurwa", zaliczył elfkę, albo się upił. Nie chodzi o to, że te książki są źle napisane. Po prostu albo jesteś "targetem" danej książki albo nie.

Problem trzeci: odbiór przez pryzmat polecającego

Kojarzycie tego kumpla(czy też znajomego) ze szkoły, który niezależnie od tego co mówił strasznie Was wkurzał? Każdy z nas kogoś takiego znał. Mało tego, każdy z nas prawdopodobnie kimś takim dla kogoś był. Teraz wyobraź sobie, że taka osoba poleca Ci np. Trylogię Tolkiena. Nie ważne jak dobre są to książki po prostu skreślacie je jeszcze przed startem. Bo nie możliwe jest, żeby tak miałka i pretensjonalna(lubię połączenie tych słów) osoba mogła przeczytać coś dobrego! O nie!

Jeśli książka dodatkowo należy do grupy opisanej w punkcie drugim, to możecie być niemalże pewni, że tej książki już nie docenicie.

Problem czwarty: za wysokie standardy

Gra o Tron... obiecałem poruszyć temat, także niniejszym poruszam. O serialu mówią prawie wszyscy. O książkach w zasadzie też, najczęściej w kontekście: "ha ha! Wiem co będzie w serialu, bo ja już przeczytałem". Jesteś z każdej strony bombardowany informacjami o tym, że właśnie omija Cię najlepsza seria książkowa od czasów Biblii i budujesz sobie w głowie obraz najwspanialszej książki ever. I kupujesz. Spodziewasz się przemyślanych scen, dokładnych ale nienachalnych opisów przyrody, ciekawych dialogów. I dostajesz to... tylko, że jest słabsze niż się spodziewałeś. W zasadzie nie wiadomo na co liczyłeś, ale i tak jesteś zawiedziony. Przez cały czas kiedy słuchałeś opinii o tej książce(czy też sadze) stworzyłeś obraz zbyt idealnej historii, która nie będzie w stanie spełnić Twoich standardów.

Problem piąty: słowa, słowa, słowa (*)

Książka może być zupełnie niezła jeśli chodzi o opowiadaną historię, stworzonych bohaterów czy przedstawiony świat. Problemem za to jest styl. Jest taka książka, całkiem niezła: Siewca Wiatru Marii Lidii Kossakowskiej, której w zasadzie jedynym problemem jest to, że Autorka, czasem na siłę próbuje uniknąć powtórzeń. Książka porusza tematykę nazwijmy to anielską, pojawiają się chóry, archaniołowie, dżiny itd. Na czym polega problem? Otóż każdy z Aniołów ma kilka imion: biblijne, Islamskie, czasem jakieś opisowe. Do tego autorka wymyśliła niektórym pseudonimy. I super, ale nie miał bym nic przeciwko temu gdyby nie zmieniała tych imion co drugie zdanie. Bo często, szczególnie na początku książki można odnieść wrażenie że rozmawiają ze sobą dwie postaci, kiedy tak naprawdę to jedna nazywana dwoma różnymi imionami.

Podkreślę raz jeszcze. Naprawdę próbowałem przeczytać i cieszyć się każdą z wymienionych książek(czy też sag). Do niektórych z nich miałem więcej niż jedno podejście. I nie wykluczam, że być może kiedyś je przeczytam, zachwycę się i uderzę się w pierś, przepraszając publicznie autora i fanów. Na chwilę obecną jednak na to się nie zapowiada.


*) czy wiesz z jakiej książki to cytat bez używania google? Dla ułatwienia dodam, że nie chodzi o fantastykę, a o klasyka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz