piątek, 11 lipca 2014

Książkowa Rozkmina: Jak nie oceniać książek

Nie lubię kiedy internetowe rankingi, czy recenzje(nie tylko książkowe), przedstawiają ocenę wyrażoną liczbowo. Bo co to znaczy, że jakaś książka ma 8.5 gwiazdki na 10 możliwych? Pewnie jest lepsza od takiej która ma 2 gwiazdki. Tylko co to znaczy, że jest lepsza? Ma ciekawszą fabułę? Prostszy język? Większą czcionkę? Zupełnie nic taka liczbowa ocena nie mówi. Dla jednego 10 gwiazdek (czy innych wyznaczników świetności) będzie miał "Mistrz i Małgorzata", dla drugiego "Ojciec Chrzestny" a dla jeszcze kogoś innego "Czerwony Kapturek". Trzy zupełnie różne książki, każda z nich może być genialna. Po co tak komplikować?

Osobiście dzielę książki na 3 kategorie:
  • podoba mi się i jakoś zmieniła moje życie, (czyli w skrócie: "polecam")
  • podoba mi się, ale nie zmieniła mojego życia, (te z kolei to "może być", "średniawka" czy też inna forma opisująca przeciętność, ze wskazaniem na polecanie; w końcu zdecydowałem się na "tylko ok")
  • nie podoba mi się("nie polecam").
Bardzo czytelny system, przypominający trochę system ocen z YouTube: "lubię/nie lubię".

Być może podchodzę do tego zbyt naiwnie - jak małe dziecko. Nie umiem docenić kunsztu literackiego i ocenić książki jak rasowy bibliofil(cokolwiek by to miało znaczyć), ale zupełnie mi to nie przeszkadza cieszyć się przeczytaną książką.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz