czwartek, 28 sierpnia 2014

Pierwsze wrażenie: Kroniki Jakuba Wędrowycza - Andrzej Pilipiuk

Książka polecona mi na oficjalnym poczytalnikowym fanpage na Facebooku.

Jestem mniej więcej w jednej trzeciej i sprawa wygląda następująco: po pierwsze książka jest dość cienka, ma mniej więcej 250 stron, generalnie uznałbym, że to słabo, ale chwilowo nie mam ochoty na czytanie "cegły" więc nawet się cieszę.

Po drugie zbiór opowiadań, czyli dobrze, bo czyta się szybko i nie trzeba używać zakładki(choć oczywiście można). Opowiadania, te które przeczytałem, miały od 7 do mniej więcej 50 stron, czyli też bez tragedii - lubię krótkie formy.

Na okładce pan Żul. W gumofilcach i z flaszką w kieszeni. Flaszka jest kluczowa, bo pan Żul w zasadzie ciągle chodzi zalany i nie do końca wiadomo czy bohater halucynacje z przepicia czy nie. No i co istotne, pan Żul tak naprawdę nie jest żulem, a egzorcystą amatorem.

A jak z treścią? Chciałem czegoś lekkiego i mam. Problem tylko mam z tym, że dupy nie urywa. I to nie dlatego, że słabe, bo książka mi się podoba jako "lekkie fantasy", ale chyba wyrosłem z tego typu dowcipu. Ot prosty przykład: Wędrowycz znalazł głowicę nuklearną, myślał, że to część pralki i chciał wytopić z niej miedź, żeby ją sprzedać i kupić piwo.. Wrzucił więc głowicę do ogniska. I ok ja rozumiem czemu to ma śmieszyć, ale jakoś mnie nie śmieszy.

Na szczęście cechą cyklu pierwsze wrażenie jest to, że oceniam książki po okładach i zawsze pozostaje szansa, że "po północy się odmieni". Na pełną recenzję zapraszam niebawem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz