sobota, 16 sierpnia 2014

Recenzja: Metro 2033 - Dmitrij Głuchowski

To, że przeczytałem Metro 2033 to poniekąd przypadek. Książkę polecali mi w zasadzie wszyscy, kumple, dziewczyna, telewizja, internet... Po prostu wszyscy. A ja niedobry nie chciałem czytać, bo miałem sto tysięcy innych rzeczy do roboty. Los chciał, że gdy byłem na urlopie, przez cały tydzień miałem słabą pogodę i czytałem sobie książki. Ten sam los chciał, że przeczytałem wszystko co zabrałem ze sobą do czytania i stanąłem przed dylematem: co teraz, jak żyć? Poszedłem do lokalnego empiku, dość małego jak na wielkomiejskie standardy a tam w zasadzie pustka. Ot, jedna ściana z książkami. A na tej ścianie wyeksponowane Metro... Najśmieszniejsze jest to, że nie planowałem kupić Metra 2033, ot wziąłem do ręki co by zmierzyć się z problemem,a tu nagle wyłonił się On! Chłopak lat na oko 14-15, zaczął mi zachwalać, że Metro to najlepsza seria książkowa od czasów Biblii. Chłopak był tak wkręcony, że zaczął mi opowiadać, o grach, książkach i całym uniwersum. Zobaczyłem w jego oczach tą młodzieńczą zajawkę, którą sam niejednokrotnie przeżywałem będąc młodszym. Koniec końców kupiłem. Pozdrawiam randomowego chłopaka z empiku w Zakopanem :)

Przyznam się od razu, że nie czytałem wcześniej książki w klimacie postapokaliptycznym, ale miałem jakieś tam wyobrażenie: wojna nuklearna, niedobitki ludzkości, mutanty, walka o przetrwanie. Trochę się bałem. Najbardziej się tego, że książka okaże się sześciuset stronicowym opisem walki ludzi z mutantami... takim z bronią, laserami i innymi pierdołami.

Nie chodzi o to, że ta książka jest dobra. Ta książka jest tak dobra, że aż brak mi słów. To jedna z tych książek, które  czytasz powoli delektując się każdą stroną. To też jedna z tych książek, których czytanie w pewnym sensie sprawia Ci ból... bo wiesz, że z każdą chwilą jesteś coraz bliżej końca. Generalnie Metro 2033 to książka, która zamiast o mutantach w post nuklearnym świecie, mówi o tym jak niewiele potrzeba by stworzyć społeczeństwo.

Główna fabuła opowiada o losach chłopaka - Artema, który musi się przedostać przez kilka stacji moskiewskiego metra, aby ostrzec ludzi przed nadciągającym z powierzchni niebezpieczeństwem. W zasadzie tylko wtedy mówi się o mutantach jako takich. Fabuła jest naprawdę prosta, ale mimo wszystko bardzo ciekawa, oddaje klimat klaustrofobii oraz trudu życia w metrze. Ot taki przykład: w normalnych warunkach przejście kilku stacji metra zajęło by maksymalnie kilka godzin. W Metrze, z racji panującego niebezpieczeństwa, taka wyprawa może trwać dni. Nigdy nie wiadomo, czy ktoś lub coś na zaatakuje i czy dożyjemy końca podróży. Autor, tak dobrze oddaje ten nastój, że czytelnik nawet nie próbuje dyskutować z przedstawianą mu wizją świata.

Tak naprawdę w Metrze mamy do czynienia z analizą różnych grup społecznych, przedstawionych w ekstremalnej sytuacji mieszkania w tunelach metra po wojnie atomowej. Przemierzając z Artemem, kolejne stacje poznajemy zarówno topografię jak i socjologię moskiewskiego metra. Przedstawione są takie grupy jak komuniści, trockiści, faszyści, świadkowie Jehowy, ale też zwykli ludzie, handlarze, menele, złodzieje. Tak naprawdę opis metrowych społeczności jest trafnym komentarzem współczesnych grup społecznych.

Jeśli lubisz takie książki, które są o wszystkim, to polecam szczerze. Jeśli nie czytałeś nigdy książki postapo to też polecam...ja po lekturze Metra 2033 nastawiam się na przeczytanie książek całego uniwersum. Jeśli z kolei lubisz książki postapo to na pewno czytałeś i wiesz, że Metro.. daje radę.

1 komentarz:

  1. To, że braknie Ci słów mówi samo z siebie. Zamierzam przeczytać wszystkie książki z tego uniwersum, mam nadzieję, że i mi przypadną do gustu. Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń