piątek, 5 września 2014

Recenzja: Kroniki Jakuba Wędrowycza - Andrzej Pilipiuk

Od razu przyznam się, że to moje trzecie podejście do napisania recenzji tej książki. To za dobrze nie wróży.

Do czytania książek Pilipiuka zbierałem się, żeby nie skłamać, chyba ze 100 lat. Nie byłem przekonany czy bimbrowniczo-żulasty humor to na pewno coś dla mnie. Wyzwanie podjąłem dopiero po tym, jak kilka osób poleciło mi Pilipiuka na poczytalnikowym fanpage na Facebooku.

W pierwszym wrażeniu poświęconym Kronikom Jakuba Wędrowycza napisałem już co nieco o humorze, zastrzegając, że może mi się odmienić. No więc... nie odmieniło się. Humor przez większą część książki jest na w zasadzie podobnym poziomie - śmiejemy się z pana Jakuba, który albo w jakiś sposób jest nie przystosowany do danej sytuacji(np. opowiadanie bajki dziecku), albo sytuacja z jego udziałem zakrawa na groteskę(np. wyjazd na wakacje). Ale to nie znaczy, że to źle. Po prostu jeśli na pierwszych kilku, kilkunastu stronach zaśmiejesz się, to możesz być pewny, że śmiać będziesz się już do końca. Ja się niestety nie zaśmiałem na początku i w zasadzie tak mi zostało.

Gdyby odrzucić warstwę humorystyczną, mamy do czynienia z przeciętnym zbiorem opowiadań fantasy. Na kolejnych stronach bohater rozprawia się z duchami, utopcami, dżinami i innym plugastwem. Póki co dość standardowa menażeria, jak na literaturę fantasy. Niestandardowy jest sposób w jaki egzorcysta amator radzi sobie z owym plugastwem: a to kogoś poleje bimbrem i podpali, a to cofnie się w czasie, a czasem po prostu zdzieli siekierą. Pilipiuk nie patyczkuje się z mistyką fantasy i rozprawia się z nią z pomocą swojego prostolinijnego bohatera.

Tak naprawdę, podobało mi się tylko jedno opowiadanie - ostatnie. Tajemnica w wiosce, w której mieszkańcy są do siebie łudząco podobni. Nowy ksiądz, który musi udzielić ostatniej spowiedzi umierającemu. Podejrzany pogrzeb i wykradzenie ciała. Stosunkowo mało wędrowyczowego humoru, a całkiem ciekawa tajemnica. Niestety to zdecydowanie za mało, żeby obronić cały zbiór.

Generalnie mam bardzo mieszane uczucia odnośnie tej książki. Z jednej strony, chciałem przeczytać coś lekkiego, jako odmianę po Metrze i dostałem do czego chciałem. Z drugiej strony zupełnie nie rozumiem całej zajawki związanej z Pilipiukiem i Wędrowyczem. Humor mnie nie bawił, a opowiadanie były dość przeciętne, ale mózg odpoczął i w zasadzie o to chodziło. Nie umiem jednoznacznie ocenić tej książki. Trochę się zawiodłem, ale jednocześnie mam w planach przeczytanie kolejnych książek z cyklu jako przerywnik i sposób na zresetowanie mózgu po książkach, które mnie zmęczą.

Czyli co? Średniawka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz