czwartek, 18 września 2014

Recenzja: Pustynna Włócznia - Peter V. Brett (księga pierwsza)

Pustyna Włócznia to drugi tom cyklu demonicznego autorstwa Petera V. Bretta. Ostatnio recenzowałem pierwszy tom, który okazał się jedną z najlepszych książek jakie czytałem. Ever! No i co ja mam napisać o drugim tomie?

Czy jest super? Jest.
Czy szybko się czyta? Szybko.
Jest interesująca? Jest.
Sprawia przyjemność? No więc...

Książka przez pierwsze 400 stron opowiada historię pewnego zdrajcy. Kto czytał pierwszy tom, ten wie, że chodzi o dokładnie jednego konkretnego zdrajcę. Wątek może na pierwszy rzut oka wydawać się zbędny, jednak mimo, że zupełnie nie cieszy nadaje głębi opisywanej postaci. Akcja tej  części dzieje się równolegle do pierwszego tomu. Dowiadujemy się dokładnie jakie wydarzenia poprzedziły zdradę i każdy ma prawo samemu rozgrzeszyć Jardira. Ja nie rozgrzeszyłem. Nie przekonał mnie ani fanatyzm religijny, ani to, że nastąpiła pewna manipulacja, ani rzekome wyrzuty sumienia. Zdrajcy zawsze będą zdrajcami.

Chyba za bardo się wczułem :)

Ostatnie sto stron to, między innymi, przedstawienie nowej bohaterki - Renny, pojawiła się już na chwilę w pierwszym tomie jako mała dziewczynka przyrzeczona do ślubu głównemu bohaterowi. Teraz po piętnastu latach, nadal mieszka z ojcem. Dziewczyna obawia się o swój los, gdy zostanie sama po tym jak siostry opuszczą gospodarstwo ojca - ojciec wcześniej spał z siostrami dziewczyny po śmierci ich matki. Wątek bardzo ciekawy, nowi bohaterowie zawsze w cenie. Do tego, wątek molestowania córki, który zupełnie nie sprawia przyjemności, ale liczę na to, że dzięki niemu mocniejsza będzie scena przemiany wewnętrznej bohaterki. Miejmy nadzieję, że przemiana będzie związana z zabiciem ojca. Trzymam kciuki!

I znów za bardzo się wczułem...

Książka nadal trzyma poziom, warto ją przeczytać, choć jak już mówiłem kilkukrotnie, czasami zupełnie nie sprawia przyjemności. Zupełnie jak w życiu... nie wszystko zawsze musi kończyć się happy endem. Natomiast, żeby było jasne te wątki są niezbędne. Bez nich książka z arcydzieła(tak, powiedziałem to!) zmieniła by się w kolejną pretensjonalną bajeczkę fantasy, gdzie czarno-białe, papierowe postaci knują swoje proste intrygi.

Tu na chwilę wtrącę, że nie mogę się doczekać konfrontacji Jardir vs. Arlen. Mam podejrzenie, że o tym jest trzecia część Wojna w blasku dnia.

Myślę, że nie będzie tajemnicą to, że kolejną recenzją będzie druga część Pustynnej Włóczni. Oczywiście polecam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz