sobota, 4 października 2014

Mikrorecenzja: Pustynna Włócznia - Peter V. Brett (księga druga)

(tym razem w jeszcze krótszej formie niż zwykle, z przyczyn pracowych mam trochę mniej czasu na pisanie notek)

Przeczytawszy. Nadal pozytywnie, nadal się podoba. Nadal dobry kawałek literatury. Nadal jest super, a to trochę nudne :) To jak jest dobrze można przeczytać tu, bo nadal podtrzymuje wszytko co napisałem w recenzji Malowanego Człowieka. Brettowy styl za bardzo się nie zmienił, także trudno napisać coś nowego, nie spoilując treści.

Wyjątkowo zamiast o tym co świetne, będzie o tym co mi się nie podobało :) Nie podobało mi się to, że przez bodaj 600 stron fabuła nie za bardzo poszła do przodu. Już. To jest jedyna rzecz, która mi nie podeszła. Generalnie zamiast dążenia do konfrontacji między zdradzicielem a bohaterem Brett nadal tłumaczy, że zdradziciel nie do końca nim jest, a bohater też nie jest bez wad. A w ogóle to może zdradziciel jest bohaterem, a bohater tylko postacią drugoplanową? I super. Autor buduje głębię i wielowymiarowe postaci, tylko co ja poradzę, że ja chcę wiedzieć co dalej. Najlepiej, już teraz zaraz. Tu nawet nie chodzi o to, że mi się coś dłuży. Zupełnie nie, wątki są ciekawe, po prostu to ja chcę czegoś innego. Niestety podobnie jak w życiu nie zawsze mamy to co chcemy i nie zawsze kiedy chcemy(filozoficzne przemyślenia godne zakochanej nastolatki).  Nadal polecam, nadal planuje przeczytać część trzecią, chociaż nie wiem kiedy to nastąpi.

W najbliższym czasie pojawi się notka o najlepszej książce ever(ocena 150 milijonów na 10) oraz o tym, jak należy kręcić adaptacje filmowe literatury. Stay tuned!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz