sobota, 18 października 2014

Recenzja: Ruda Sfora - Maria Lidia Kossakowska

Moje relacje z Autorką Rudej Sfory można określić fejsbukowym "it's complicated". Ja notorycznie nazywam Jej pisarską twórczość grafomanią, a Ona notorycznie nie wie kim jestem i sprzedaje bestsellery.

Pani Maria, ma na swoim koncie takie książki jak:
  • Siewca Wiatru - love story o Aniołach, Demonach i zastępach niebieskich. Idealna dla zakochanych nastolatek. Przeczytałem, żałuję.
  • Zbieracz Burz - kontynuacja tegoż love story. Nie jestem masochistą i odpuściłem.
  • Zakon Krańca Świata - jedyna moim zdaniem dość znośna książka, ale prawdopodobnie tylko dlatego, że opowiada o złodzieju, a mam sentyment do historii złodziejskich. 

Tyle o moich perypetiach z autorką :)


Ruda Sfora to książka, opowiada historię małego chłopca, który ma zostać szamanem jednego z syberyjskich plemion. Niestety zły Uzurpator, który nie ma za krzty mocy, podaje się za prawowitego szamana, a mały chłopak nie bardzo umie udowodnić, że to właśnie on powinien być szamanem. Próbując obronić się przed atakiem Uzurpatora przenosi się do mistycznej krainy zwanej Drugim Niebem. Na miejscu poznaje Pomagierów oraz przestawiony jest Konflikt: tytułowa Ruda Sfora niszczy niebiańskie światy. Całkiem ciekawe prawda?

Mogłoby być gdyby autorka opowiedziała komuś tę historię, a następnie zatrudniła ghost writera aby napisał książkę, którą da się przeczytać. Niestety styl autorki odbierał mi jakąkolwiek przyjemność z czytania. W pierwszych 15 stronach wprowadzone zostaje około 30-40 pojęć i nazw własnych, których celem jest jak sądzę urealnienie opisywanego świata. Zamiast pogłębiania budowanego klimatu wychodzi zdezorientowanie przeciwnika(tfu.. czytelnika). Styl można opisać w następujący sposób: wyobraźmy sobie, że mała dziewczynka napisała opowiadanie. Sprawdza je jej mama i mówi "bardzo ładnie, ale trochę za dużo powtórzeń". Dziewczynka bierze słownik synonimów i na każdym słowie, które choć raz się powtarza go używa. Ta-dam! Problem solved! Nie ma powtórzeń. Nie da się, również, tego czytać.


Aby pokazać bardziej opisowo jak ciężko mi się ją czytało mała statystyka. Zwykle, jadąc do pracy czytam około 50 stron. Czytając Rudą Sforę czytałem maksymalnie 20. Ciekawsze było wszystko. Od śmierdzących ludzi w autobusie, do trasy którą znam na pamięć. Złapałem się na tym, że zamiast czytać, myślałem o stu tysiącach innych, niezwiązanych z książką tematów. Przeczytałem 320 z 440 stron, ale w końcu poddałem się i przeczytałem zakończenie. Nie robię tego praktycznie nigdy. Mało tego jestem gotów się pokłócić z osobą, która zdradzi mi zakończenie nawet średniego serialu, gry czy książki, ale tym razem doszedłem do wniosku, że nie ma sensu się męczyć.

Zakończenie zupełnie mnie nie zaskoczyło.

Oddajmy jednak sprawiedliwość, jeśli kogoś interesuje temat mitologii jakuckiej i wierzenia ludów Syberii, to Ruda Sfora może pogłębić wiedzę na ten temat, na końcu książki dodany jest słowniczek, tłumaczący wszystkie trudne słowa, których spokojnie można było uniknąć. Jeśli ktoś ma w sobie żyłkę etnografa, albo wydaje mu się, że ma niech czyta na zdrowie.

Pozostałej części populacji zdecydowanie nie polecam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz