środa, 17 grudnia 2014

Recenzja: Ślepowidzenie - Peter Watts

Ciężki temat na dziś. Książka z polecanki na FejsBukowym fanpage Poczytalnika. Kupiłem, za ciężkie pieniądze w empiku(to jest miejsce na Twoją reklamę) i czekało w kolejce, bo tematyka zapowiadała się bardzo ciekawie. Anyway...

Ślepowidzenie czyli, jak się dowiedziałem klasyka literatury Sci-Fi. Prawdą jest, że część "science" jest tu dość istotna - autor starał się, oprzeć stworzony przez siebie świat, na rzetelnym researchu naukowym; autor jest biologiem morskim ze stopniem doktora, więc wie jak się research robi. W zasadzie sama książka przypomina pracę dyplomową napisaną bardzo luźny, wręcz potocznym językiem; gdyby można było pisać powieści jako dyplomy to właśnie tak by wyglądały.

Fabuła, w ogromnym skrócie, opowiada historię pierwszego kontaktu z obcą, kosmiczną cywilizacją. Pewnego dnia, w niedalekiej przyszłości(AD 2082) na ziemię docierają kosmiczne sondy. Ludzie się boją, ale postanawiają zareagować. Z ziemi wyrusza 4 osobowa ekipa badawcza, która ma zaradzić ewentualnej inwazji. Jako mikrospoiler powiem, że autor oszczędził banału humanoidalnych obcych mówiących po angielsku. Wydaje się ciekawe prawda? I jest. Tylko, że kompletnie nie da się tego czytać.

Ta książka jest zbiorem zbyt wielu różnych, nawet bardzo ciekawych pomysłów na różne książki, które autor na siłę chciał zmieścić w jednej pozycji. I zupełnie mu się to nie udaje. Na siłę jesteśmy bombardowani nic nieznaczącym żargonem i nazwami własnymi(np. Niebo, Czyściec, wampiry, syntetyki). Oczywiście, takie nagromadzenie nazw własnych ma służyć stworzeniu iluzji ogromnego i dobrze przemyślanego świata. I fajnie, tylko to trochę nie tak się robi. Ja np. wolałbym wiedzieć, czym dokładnie jest książkowe Niebo czy Czyściec, jeśli w ogóle mają znaczenie dla fabuły, a jeśli nie mają, to w ogóle ich nie nazywajmy. Po co atakować czytelnika nic nie znaczącym żargonem? W tym wypadku opis ponad nazwą!

Pro tip: proponuję czytać ją w sposób następujący: zacząć normalnie od początku. Jak tylko zaczniesz się gubić, przeczytaj posłowie - niestety spoilerów trochę będzie, ale przynajmniej trochę się rozjaśni o czym ta książka jest, i potem można czytać dalej.

Nie umiem nawet jednoznacznie powiedzieć, czy Ślepowidzenie mi się podobało. Ja chyba tej książki po prostu nie zrozumiałem. Najciekawszym rozdziałem jest, posłowie na końcu, gdzie autor na kilku stronach wyjaśnia skąd zaczerpnął inspiracje do książki, popierając je 150 pozycjami bibliografii. Gdyby nie to w ogóle nie zrozumiałbym o co mu chodziło. Dowiedziałem się, że książka ma być między innymi traktatem na temat świadomości. No sorry, ale ja nie bardzo widzę gdzie to jest. Moim zdaniem, daleko Ślepowidzeniu do rozważań na temat czym jest ludzkość z Łowcy Androidów.

Jest jeszcze jedna możliwość. Być może starałem się, zupełnie niepotrzebnie. interpretować każde zdanie, tak jakby miało w sobie zakodowaną tajną informację dotyczącą sensu książki. Może nie powinienem się zajmować tym cholernym Niebem, czy wampirem. Tylko tak sobie myślę... skoro to rzeczy nie istotne, to po co w ogóle pojawiają się w tej książce?

Podsumowując, książka mi się raczej nie podobała, chociaż od wczoraj cały czas o niej myślę i mam ochotę przeczytać ja jeszcze raz. Liczę, że tym razem ją zrozumiem... to chyba taki syndrom sztokholmski. Nie znaczy to, że nie polecę jej do czytania. Myślę, że każdy powinien się zmierzyć z problemem, choćby po to, żeby wiedzieć jakiego typu literatury nie lubi.

1 komentarz: