czwartek, 22 stycznia 2015

Recenzja: Myst. Księga Atrusa - Rand Miller, Robyn Miller, David Wingrove

Filmy na podstawie książek nikogo nie dziwią. Zdarzają się zarówno ekranizacje wybitne jak np: Ojciec Chrzestny, jak i te mniej wybitne np: Wiedźmin. Rzadziej, choć i to się zdarza, zachodzi proces odwrotny - tworzone są książki w uniwersum filmowym np. książki Star Wars. Dlaczego w takim razie nie pisać książek na podstawie gier komputerowych?

Na początku lat 90, ubiegłego wieku ukazała się przepiękna gra przygodowa Myst. Jej fabuła jest dość prosta i nie będę jej tu przytaczał, kluczowy jest za to następujący motyw fabularny. Istnieją księgi dzięki którym można przenosić się do opisanych w nich światów zwanych wiekami lub epokami. Dotknięcie jednej ze stron księgi opisującej działa na zasadzie portalu do danego wieku i czytelnik fizycznie się tam przenosi, mogąc na ten świat oddziaływać. To jaki jest dany świat zależy tylko od umiejętności pisarza i jego kreatywności. Jeśli twórca dobrze dobierze frazy opisujące obowiązujące w danym świecie prawa fizyczne, to świat będzie stabilny, przez co bezpiecznie będzie można się do niego przenieść.

W 1993 roku, gra Myst miała być swego rodzaju pokazem siły i umiejętności technicznych twórców ze studia Cyan. W czasach gdy gry składały się z rozpikselowanych kolorowych postaci, Myst jawił się jako gra z superralistyczną trójwymiarową grafiką i nieskończonymi możliwościami eksploracji(światów było bodaj 5, na tamte czasy to naprawdę dużo).

Myst. Księga Atrusa opowiada historię dziejącą się wiele lat przed grą i wyjaśnia kim jest Atrus, skąd pochodzi i w jaki sposób nauczył się tworzyć światy.  Autorami są twórcy scenariusza do gry, także historia opowiadana w książce jest autoryzowana i dobrze wpisuje się w świat przedstawiony w grze. Wiedza wynikająca z fabuły nie jest niezbędna do ukończenia gry, ale jest miły dodatkiem nadającym jeszcze więcej głębi przedstawionym w grze postaciom. Fabuła ksiażki, podobnie jak gry jest dość prosta i nie zawiera dylematów moralnych czy niebanalnych postaci. Mamy głównego bohatera, tajemniczego gościa, antagonistę i zwrot akcji. Nic nadzwyczajnego, ale dobrze się czyta.

Myst. Księga Atrusa ukazała się w 1996 roku. Nie chcę pisać, że jest prekursorką prozy "growej", prawie na pewno w latach 80 pojawiła się książka, której bohaterem był PacMan czy inny Mario, natomiast jestem przekonany, że jest to jedna z pierwszych tego typu pozycji.

Jest to też jedna z książek, które chciałem od 1996 roku(damn, to prawie 20 lat) przeczytać i dane mi to było dopiero w tym miesiącu.  Czy książka się broni po tylu latach? Ciężko ocenić. Ja spodziewałem się czegoś zupełnie innego, liczyłem na niebanalne opisy światów, czyli to z czego zapamiętałem grę. Zamiast tego dostałem ciekawe, choć jednak chyba banalne opisy zależności między bohaterami gry. Czy książkę polecam? Generalnie tak. Uważam, że książka musi być naprawdę słaba, żeby jej nie przeczytać, natomiast sugeruję podejść z pewną rezerwą jeśli o grze Myst dowiedziałaś/-łeś się z tego posta.

Na pewno za to polecam grę, którą w wersji zremasterowanej i ze współczesną grafiką można obecnie uruchomić prawdopodobnie na każdym telefonie, tablecie czy kalkulatorze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz