sobota, 21 lutego 2015

Recenzja: Para w Ruch - Terry Pratchett

Lubię o sobie myśleć, że sprowadziłem książki Terry'ego Pratchetta do Polski. Państwo pewnie nie wiedzą, ale jakieś 15 lat temu to nie było tak, że się szło do empiku i kupowało nowego Pratchetta. W sprzedaży było pierwszych tylko 5 książek, a pozostałe można było przy odrobinie szczęścia znaleźć w oryginale. Czytanie w oryginale oczywiście nie dawało żadnej przyjemności, bo czy tego chcesz czy nie jako 13 nie znasz języka tak dobrze jak Ci się wydaje. Lub jesteś za młody żeby załapać wszystkie aluzje, które Pratchett poczynił w swoich książkach.

Także zostaje Ci 5 książek, które gdzieś tam kiedyś przypadkiem przeczytałeś w wakacje, czytasz je po raz kolejny, a potem jeszcze raz. W międzyczasie regularnie jeździsz do empiku i mendzisz pracującym tam "starcom z poprzedniej epoki" (jak się ma 13 lat, to 20-25 letni koleś jest starcem, si?), "A proszę Pana, a kiedy będzie nowy Pratchett? Bo tam po angielsku to jest." Lubię myśleć, że to moje cotygodniowe mendzenie w empiku na Marszałkowskiej w Warszawie spowodowało wysyp nowych Pratchettów.

Cykl książek o Świecie Dysku, to komentarz społeczny dotyczący współczesnego życia w Wielkiej Brytanii. Całość dzieje się w świecie fantasy, gdzie trolle, krasnoludy, ludzie i inny grupy etniczne muszą ze sobą żyć. Tłem do komentowania współczesnego życia, są często(choć nie zawsze) nowe odkrycia które na Świecie Dysku się pojawiają. I tak, mieliśmy już książki np: o filmie(Ruchome Obrazki), muzyce(Muzyka Duszy), internecie(Piekło Pocztowe), bankach(Świat Finansjery), a teraz o kolei parowej.

Oto na Świecie Dysku pojawia się człowiek który okiełznał parę i stworzył pierwszą lokomotywę. Znajduje uczciwego sponsora i zaczyna tworzyć sieć dróg kolejowych na całym Dysku. Wątek kolejowy ma być jedynie pretekstem do przedstawienia autorskiego komentarza na temat fanatyzmu religijnego. Ortodoksyjna frakcja Krasnoludów, zauważa, że źle się dzieje, bo krasnoludy jakby coraz mniej krasnoludzkie, a w ogóle to kumplują się z Trollami. Hańba! Targowica! Musi się zatem wydarzyć coś co przywróci naturalną kolej(nomen omen) rzeczy. I zaczyna się knucie.

Książka, moim zdaniem, jest mało Pratchettowa. Po pierwsze jest mało śmieszna. Jasne, zwykle Pratchett nie pisał, żartów o kupie, ale tym razem mam wrażenie, że celowo podzielił książkę na dwie części nieśmieszną, ale fabularną, czyli to co jest na kolejnych stronach, i śmieszną, czyli to co jest w przypisach. Przypisów jest dużo więcej niż zwykle u Pratchetta. Chyba nie ma strony na której by nie było przynajmniej jednego, i to właśnie one dostarczają czytelnikowi rozrywki.

Po drugie chyba nie lubię Pratchetta, który na siłę chce pisać na poważne tematy. Dotychczas  w książkach Pratchett bawiąc często uczył, teraz niestety ucząc czasem bawi.

Po trzecie mam wrażenie, chociaż, być może to już starcze majaki, że zwykle w książkach ze Świata Dysku na pierwszym miejscu był komentarz współczesnych zachowań, a na dalszym miejscu ewentualny wynalazek. Tym razem, książka jest w większości o kolei. O tym jak kładli tory, jak decydowali którędy zostanie wytyczona trasa i o całej masie pierdół. Komentarz zdarza się okazjonalnie i sumie jest dość płytki: fanatyzm to zło, postęp jest nieunikniony.

Ta notka daje mi świetną okazję do napisania dlaczego nie lubię pisać recenzji książek, które są gdzieś tam w środku cyklu. Sprawa jest prosta: jeśli po ukazaniu się 39 książek jesteś fanem to i tak przeczytasz kolejną część niezależnie od tego jak słaba może się okazać. Jeśli nie jesteś fanem, to 40 książka Cię do tego cyklu prawie na pewno nie przekona. I niech to będzie moją oceną.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz