czwartek, 9 kwietnia 2015

Recenzja: Czarnoksiężnik z Archipelagu - Ursula LeGuin

Państwo(szczególnie Państwo młodzi ba-dum-tss!) pewnie nie pamiętają, ale kiedyś jak nie było internetów, żeby "kraść" piosenki, to słuchało się radia i nagrywało się na tzw. kasety magnetofonowe. Lubiłem słuchać Radiostacji(101.5 FM). To była taka trochę "czwórka"(Czwarty Program Polskiego Radia), tylko lepsza :) Audycje były autorskie, często przegadane z niebanalnymi gośćmi, a muzyka w też różniła się od tej puszczanej w "mainstreamowym eterze". To słuchając Radiostacji miał się ukształtować mój gust muzyczny na kolejne lata. W każdym razie, w była Tam taka audycja Dzikie Pola, w której Jerzy Rzymowski i Miłosz Brzeziński(znani np. z magazynu Magia i Miecz) prowadzili sesje RPG dla słuchaczy, którzy odgrywali postaci przez telefon. No więc zasłuchiwałem się, bo sesje były często prowadzone "na śmiesznie", a przy okazji jako przerywniki między kolejnymi wejściami służyła muzyka rockowa, czyli wiadomix, jak dla 13 letniego Metala było okej. W tamtych czasach, papierowe RPG było utożsamiane nie tylko z muzyką rockową, ale przede wszystkim literaturą fantasy, także nic dziwnego, że o Ursuli LeGuin i jej cyklu Ziemiomorze usłyszałem właśnie tam.

Było to jakieś 15 lat temu, w międzyczasie zmieniło się w zasadzie wszystko. Zmieniła się Radiostacja, zmienił się trochę mój gust muzyczny, zmieniło się moje podejście do świata - 15 lat to kawał czasu, jeśli się nad tym zastanowić. Przez te 15 lat nie przyszło mi jakoś do głowy, żeby książki LeGuin przeczytać, pomimo faktu, że były zachwalane jako "absolutna klasyka" i "jedna z najlepszych rzeczy jakie można przeczytać ever". Pisałem jakiś czas temu o hodowaniu książek, ale Ziemiomorze do pozycji hodowanych nie należało; ot po prostu jedna z wielu książek fantasy, których nie planowałem czytać.

Ale i to się zmieniło. Do przeczytania skłoniła mnie w końcu wydana jakiś czas temu antologia zawierająca wszystkie książki z "Ziemiomorskiej" sagi... jako że lubię posiadać książki, to tę kupiłem i postawiłem na półce, aż do momentu kiedy miałem dłuższą chwilę na jej przeczytanie.

Czarnoksiężnik z Archipelagu to bardzo nierówna książka Z jednej strony ma dobrze przemyślany Świat(a to istotne) oraz bardzo ciekawą fabułę. Opowiada ona o losach młodego czarnoksiężnika o imieniu Ged, który podczas nauki w szkole magów na wyspie Roke, przez przypadek uwalnia Zło. Zło przyjęło postać cienia, który od tej pory będzie dążył do konfrontacji i zabicia Geda. W zasadzie nie ma w tej książce dłużyzn i zbędnych fragmentów. Ewentualne opisy podróży, tam gdzie nie wnoszą nic do opowiadanej historii zostały skrócone do pojedynczych, podsumowujących zdań, tak by w nowym akapicie kontynuować akcję. Co ciekawe, nie ma też zbyt wielu dialogów, akcja dostarczana jest głównie przez opisy, tak jakbyśmy mieli do czynienia z historią opowiadaną przy ognisku.

Z drugiej strony Czarnoksiężnik z Archipelagu jest niemalże definicją tego co nazywam "fantasy z kijem w dupie". Styl biblijny i patos, które potencjalnie mógłby nadawać realizmu dialogom, są zepełnie bezużyteczne jeśli chodzi o narracje i opisy przyrody. Wszystkie te sztuczne "albowiem" i "podówczas" zamiast pogłębiać immersję(czy też immersyjność) przypominają mi tylko, że, koniec końców, czytam pretensjonalną książeczkę, która w zestawieniu z np. Szekspirem jest po prostu błaha. A to bardzo niedobrze. Winą za taki stan rzeczy pewnie można obarczyć tłumacza, tylko tak naprawdę nic to nie zmieni. To, że mnie się taki styl nie podoba, nie znaczy, że cała książka jest zła. Wręcz przeciwnie, pomimo tego metaforycznego "kija", książka dobrze się broni fabułą.

Jeśli podobnie jak ja nie lubisz fantasy o smokach(np. Tolkien, Sapkowski) to ta książka mimo, że smoki zawiera przez mniej więcej jeden rozdział, jest jak najbardziej dla Ciebie. Szybki "risercz" w necie ujawnił, że smoki są kluczowe dla całej sagi, co potencjalnie powinno mnie odstraszyć, jednak nie mogę się doczekać ich dalszego udziału.

Czarnoksiężnika... jak najbardziej polecam, w planach mam przeczytanie kolejnych książek z cyklu. Już sprawdziłem, że kolejną tłumaczył Piotr W. Cholewa, znany choćby jako tłumacz książek Pratchetta, więc liczę na mniejszą dawkę "kija", a więcej ciekawych wątków.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz