czwartek, 14 maja 2015

Recenzja: Forta - Michał Cholewa

O Forcie Michała Cholewy pisałem już przy okazji recenzji Gambitu. Spontaniczne kupienie tej książki przyczyniło się do zakupu dwóch innych, a co za tym dalej idzie odkryciem nowego autora i jak się okazało nieznanego mi zupełnie nurtu literatury SF.

Forta to trzecia, po Gambicie i Punkcie Cięcia powieść opisująca losy Marcina Wierzbowskiego podczas wielkiej wojny w XXIII stuleciu. Wojna toczy się między 3 głównymi siłami: Unią Europejską, USA i Imperium Chińskim. W poprzednich książkach mieliśmy do czynienia z otwartym konfliktem na linii UE - USA oraz tajną operacją daleko na terytorium Chińskim. W Forcie natomiast mamy do czynienia z opisem akcji ratunkowej(misji stabilizacyjnej?), która poszła bardzo, bardzo źle.

Nie trzeba czytać poprzednich książek aby zrozumieć konotacje między bohaterami. Te są w razie potrzeby dość jasno wyjaśnione. Nie mniej polecam przeczytanie wszystkich trzech książek. Nie chcę zbyt dużo pisać o fabule, ponieważ, nie ukrywam, zaskoczył mnie przebieg wydarzeń i boję się, że mógłbym niepotrzebnie zdradzić jakieś zaskakujące zwroty akcji(jak np. ten na stronie 389). Powiem tylko, że podobnie jak w poprzednich książkach będziemy mieli do czynienia z opisami walk naziemnych z perspektywy piechoty jak i walk na orbicie z perspektywy załogi EUS "Gdynia".

Fabularnie jest to zdecydowanie najlepsza książka z cyklu. Poza świetnymi opisami działań wojennych mamy do czynienia z ciekawą i niebanalną zagadką, która z kolei jest tłem to przedstawienia dylematów moralnych bohaterów. Ile osób jesteś w stanie poświęcić by wypełnić misję? Jak bardzo zmienia się postrzeganie kumpla, który zostaje awansowany na Twojego dowódcę? Forta to nie tylko wartka akcja, ale myślę, że przede wszystkim bardzo ciekawe studium ludzkich zachowań w trakcie wojny.

Jeśli ktoś szuka książki wojennej, z dość szczegółowymi opisami działań zarówno piechoty jak i marynarki to cykl Michała Cholewy jest dokładnie tym. Jakiś czas temu pisałem o książce, której nie przeczytam. W moich założeniach miała być czymś z pogranicza podręcznika dla oficerów piechoty dotyczącego walki w mieście, opisem akcji antyterrorystów i literaturą akcji. Cykl Michała Cholewy jest bardzo bliski temu jak wyobrażałem sobie fikcyjną powieść 6 sekund. Dowiedziałem się, że nazywa się to "military sf". Chyba w takim razie jestem fanem military sf.

Aby być w pełni sprawiedliwym, muszę przyznać, że pomimo tego, że książki Cholewy bardzo mi się podobają, bardzo trudno mi się je czyta. Tzn. o ile zwykle w drodze do pracy czytam jakieś 50 str, to w przypadku Forty było to mniej więcej 30 str. I nie chodzi tu o wielkość czcionki. Często łapałem się na tym, że koncentrowałem się na czymś innym a nie na książce. Po trosze brało się to z faktu, że książka ma bardzo barwne opisy walki i można się w nich zatracić, wyobrażając sobie, że samemu jest się na polu walki. Nie bez znaczenia jest też fakt, że książka używa słownictwa wojskowego, którego znajomość na pewno ułatwi odbiór lektury.

Na koniec taka dygresja... Autor, podobnie jak ja jest informatykiem, matematykiem i lubi fantastykę. I jest ode mnie starszy raptem o 6 lat. Gambita, swoją pierwszą książkę, wydał 4 lata temu, w wieku 32 lat. Prosta matematyka pokazuje, że jeśli wydam książkę w ciągu najbliższych 3 lat przegonię Michała Cholewę. Ciekawe tylko czy moja ewentualna powieść była by na tym samym poziomie? Pewnie nie, bo pisać trzeba umieć i pan Cholewa umie.

Wydawnictwo WarBook zapowiedziało kontynuację więc niecierpliwie czekam. Liczę na coś nowego w tym roku. Bo w Epilogu, to Panie! tak się dzieje, że aż strach! Polecam na 100%.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz