sobota, 20 czerwca 2015

Recenzja: Droga Królów - Brandon Sanderson

Jakiś czas temu na prywatnym fejsbuku spytałem o "grube książki, najlepiej sagi" fantasy. Cel pytania, był prosty chciałem mieć na podorędziu książki po które mógłbym sięgnąć kiedy zastanie mnie czytelnicza posucha. Wiadomo, jak masz 10 tomów sagi i nie masz co czytać, to zawsze możesz sięgnąć po kolejną cegłę z kolekcji. Poza tym sagi i serie wydawnicze ładnie prezentują się na półce... W tamtym wątku nie padła propozycja przeczytania Drogi Królów, jednak i tak kupiłem ją bo bardzo ładnie prezentowała się na księgarnianej półce. Czy nadaje się jako saga-zapychacz-między-kolejnymi-książkami? Oh hell no! Ta książka jest wybitna i nie powinna być ani zapychaczem ani lekturą "do kupy".

Na pierwszy rzut oka dostajemy cegłę (950 stron) z rycerzem na okładce. Od razu pomyślałem, że niechybnie oznacza to Wojnę przez duże "W", walki na miecze, jazdę konną i smoki. Bałem się, że dostanę pseudoambitną wizję średniowiecza napisaną przez jakigoś "G.R.R.Martin-wannabe". Na szczęście bardzo się myliłem.

Opowiedziana historia jest ciekawa i od pewnego momentu nie dłuży się(o tym za chwilę). W zasadzie mamy do czynienia z trzema głównymi wątkami trzech różnych bohaterów, których losy niechybnie(to tylko moje przypuszczenie) się spotkają. Pierwszym z nich jest Kaladin, żołnierz i chirurg, który z powodu piętna niewolnika nie może walczyć. Drugim bohaterem jest Shallan, młoda dziewczyna, która chce okraść pewną wysoko postawioną uczoną. Trzeci bohater to Dalinar, brat niedawno zabitego króla, który stara się połączyć siły królestwa w wielkiej Wojnie z tajemniczym ludem Parshendi.

W zasadzie gdybym chciał streścić tę książkę prawdopodobnie udałoby mi się to zrobić w kilku zdaniach. Jeśli się nad tym zastanowić na spokojnie i podejść do fabuły zupełnie obiektywnie, to nie dzieje się aż tak wiele jak by się mogło wynikać z objętości książki. Było to dla mnie problemem głównie na początku książki, kiedy nieświadomy jeszcze co mnie czeka chciałem żeby się działo więcej i szybciej. Początek mi się dłużył, bo nie do końca rozumiałem opisywany Świat, który, swoją drogą, opisany jest bardzo dokładnie. Autor dawkuje opisy, żeby nie zanudzić czytelnika fragmentami w stylu pozytywistycznych klasyków. Zanim załapałem właściwy klimat książki i zwolniłem minęło jakieś 300 stron. A potem już: o Panie!

Użyty został zabieg narracyjny "in medias res"(znam tylko łacińską nazwę, nie wiem czy ma polski odpowiednik) czyli opowiadanie historii "od środka", a kluczowe dla niej są retrospekcje. Dzięki temu poznajemy motywacje bohaterów wtedy kiedy jest to konieczne i kiedy zdążyliśmy się już z nimi zżyć. Wygląda to tak, że autor przedstawia nam pewną niebanalną, charakterystykę postaci opisując jej działania, a następnie jeszcze ją rozbudowuje o dokładniejszy opis motywacji i pragnień wynikający z jego historii.

Jest to jedna z nie wielu książek (czy też w ogóle jeden z niewielu tekstów kultury), po przeczytaniu której jeszcze rozkminiałem co się wydarzy i dlaczego. Kto z kim i co zrobi. Analizowałem motywy i motywiki. Już od bardzo dawna nic mnie tak nie poruszyło jak zakończenie Drogi Królów. Ostatnim była taka japońska kreskówka Madoka Magica, gdzie przez pół nocy nie mogłem spać i naprawdę zastanawiałem się nad losami bohaterów.

Padła z mojej strony deklaracja, że to najlepsza książka jaką czytałem w życiu(pod wpływem emocji to człowiek różne rzeczy mówi). Padło również stwierdzenie, ze jest wszystkim tym czym "Pieśń Lodu i Ognia" chciałaby być. Mniej więcej w tym czasie padło pytanie "czy Droga Królów jest lepsza niż cykl Bretta?".

To jest tak... nie da się porównać książek, czy też bardziej ogólnie bardzo trudno jest porównać cokolwiek o nieustalonej metryce. O co chodzi, opowiem na przykładzie. Weźmy trzy filmy: Szybcy i Wściekli, Szklana Pułapka, Ojciec Chrzestny. Wszystkie trzy opowiadają "męskie" historie, we wszystkich trzech się używa broni palnej, we wszystkich trzech się przeklina. Który z nich jest najlepszy? No właśnie. Jak mam ochotę na coś lekkiego, ze znajomymi do wieczornego piwka to obejrzę Szybkich i Wściekłych. Ale jeśli mam ochotę na głęboką historię o honorze i zemście to możecie mnie spotkać na weselu u Dona Corleone. Capisci? W tym porównaniu książki Ćwieka(np. Kłamca, Chłopcy) to Szybcy i Wściekli, Bretta(Malowany CzłowiekPustynna WłóczniaWojna w Blasku Dnia),  to Szklana Pułapka, a Sandersona to Ojciec Chrzestny. Niezależnie od tego czy mówimy o książce, filmie czy muzyce, dla mnie "dobre" oznacza to co dobrze spełnia swoją rolę, dlatego między innymi nie oceniam książek w skali 1-10, bo albo spełnia swoją rolę dobrze(więc polecam), albo nie spełnia jej dobrze(więc nie polecam) Taką przyjąłem metrykę.

Mam nadzieję, że kolejne tomy będą jeszcze lepsze. Książkę szczerze polecam.

3 komentarze:

  1. Zdecydowanie muszę zapoznać się z tą serią i na własnej skórze przekonać się o tej "wybitności". Pozdrawiam serdecznie! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na prawdę bardzo, bardzo polecam. Miej tylko w pamięci, że pierwsze 300 str może się dłużyć, ale jestem przekonany, że "trud" zostanie wynagrodzony :)

      Usuń
    2. Swoją drogą zastanawiam się jaką muzykę dobierzesz do Sandersona. Nie żebym coś sugerował, ale u mnie to było coś z gothic doom death metalu... patos gothicu plus spokój doom plus wkurw death idealnie, jak dla mnie, oddawały nastrój książki ;)

      Usuń