środa, 22 lipca 2015

Recenzja: Miecz Przeznaczenia - Andrzej Sapkowski

Stało się... odgrażałem się, że nigdy nie przeczytam żadnej książki o Wiedźminie. Okazuje się, że kłamałem. Po lekturze Trylogii Gibsona zupełnie nie miałem pomysłu co czytać. Pobieżnie przejrzałem półki z książkami, czekał tam na mnie Sanderson(jeszcze go hoduję), Wegner(przeczytałem na szybko jedno opowiadanie między kolejnymi książkami Gibsona) i Tolkien(tak jeszcze nie czytałem, mam w planach), ale żadna z tych książek do mnie nie przemawiała na tyle aby którąś wziął na warsztat. W końcu, zupełnie spontanicznie, choć nie ukrywam, że trochę pod wpływem, faktu ukazania się kolejnej części gry stanęło na Mieczu Przeznaczenia. Egzemplarz, który miałem pożyczyłem kiedyś w liceum i zanim zdążyłem przeczytać i oddać skończyła się szkoła, kontakty się urwały a ja zostałem z nieswoją, nieprzeczytaną książką. 

O Wiedźminie wiedziałem dość dużo, ale bez specjalnych szczegółów. Wiedziałem, że istnieją trzy gry i serial. W pierwszą grę przez chwilę grałem, trochę mnie znudziła, drugiej i trzeciej nie ruszałem. O serialu(i filmie) wiem. że jest uznawany przez fanów za profanację prozy Sapkowskiego. Prawdą jest, że nie był wybitny, miał słabe efekty i w sumie sprowadzał się do Żebrowskiego jeżdżącego po lesie i okazjonalnych cycków. Obejrzałem go w telewizji Tele5, na której tak żenujące programy nie dziwią przez co udało mi się dotrwać do końca. Wiedziałem również, że zdaniem wielu Saga o Wiedźminie osób to absolutna klasyka literatury fantasty, a po obejrzeniu serialu nie czułem już, że obcuję z jakimś kultem, a po prostu czytałem książkę. Dość słabą szczerze mówiąc...

Nie wszystko w tej książce jest złe. Bardzo podobały mi się okazjonalne nawiązania do kultury(również popkultury) w postaci np. opowieści o "szewczyku Dratewce" czy "małej syrence". Z takim nawiązaniem właśnie związany jest jedyny moment kiedy książka wzbudziła we mnie śmiech. Uwaga, będę cytował:

-Mówi Święta Księga, rozwrzeszczał się na dobre Eyck - że wyjdzie z otchłani wąż, smok obrzydły, siedem głów i dziesięć rogów mający! A na grzbiecie jego zasiądzie niewiasta w purpurach i szkarłatach, a puchar złoty będzie w jej dłoni, a na czole jej wypisany będzie znak wszelkiego i ostatecznego kurewstwa!- Znam ją! - ucieszył się Jaskier - To Cilia, żona wójta Sommerhaldera.

Można? Można! W tym momencie jeszcze myślałem, że całe życie źle oceniałem Sapkowskiego i jego prozę. Ale po kolei(będą spoilery... trudno).

Ciekawe jest pierwsze opowiadanie, w którym pojawia się smok, ale opisywany jest w niebanalny sposób - zamiast tradycyjnego ziejącego ogniem latającego gada, mamy do czynienia z rycerzem, który potrafi przybierać postać złotego smoka(tak naprawdę to, smok potrafi przybierać dowolną postać, w tym wypadku rycerza. Zachowałem chronologię w jakiej poznajemy postaci). Niestety opowiadanie znałem z serialu, więc zupełnie mnie nie zaskoczyła jego treść; zaskoczył mnie za to fakt, że serial bardzo dobrze oddał to opowiadanie. Jasne były pewne ewidentne braki w efektach specjalnych, ale fabularnie nie było przekłamań. Dlaczego fanom prozy nie podobał się serial?

I to tyle dobrego.

Od drugiego opowiadania zaczyna się skrajna grafomania na poziomie opowiadań zakochanej nastolatki. Oto w drugim opowiadaniu Geralt i Yenefer mieszkają w mieście. Biedny Geralt nie ma co robić, bo w mieście potworów jak na lekarstwo. Yenefer puka się z jakimś magiem, ale kocha Geralta, a Geralt kocha Yenefer, ale Yenefer kocha też tego maga. Jejciu jej, jak nasi bohaterowi wybrną z tej jakże zagmatwanej i niebanalnej historii? Chyba nie tak, że Geralt stanie do pojedynku z magiem, a Yenefer ucieknie? Nieeee....stesty tak właśnie jest.

Opowiadanie trzecie - tu mamy do czynienia z grafomanią na poziomie bajek naiwnego dziecka. Oto Mimik, przedstawiciel rasy potrafiącej się przeobrażać w inne istoty, przyjmuje postać kupca. Sprzedaje jego towary i żyje jego życiem, ale wszystko wychodzi na jaw gdy pojawia się prawdziwy pan Kupiec i dochodzi do konfrontacji z sobowtórem. Okazuje się, ze mimiki kopiując przejmują tylko dobra cechy kopiowanych osób, i tak pan Mimik staje się świetnym kupcem, pan Prawdziwy Kupiec zarabia dzięki niemu masę kasy. Okrutny Przedstawiciel Prawa - Chappelle, również okazuje się Mimikiem i wybacza wszystkie winy biednemu panu Mimikowi. To taka bajka, że dobro zawsze zwycięża, a rycerze jak idą ratować królewny to wcale nie dlatego, że chcą podupczyć.

Opowiadanie czwarte zaczyna się naprawdę nie najgorzej. Mamy do czynienia z tajemniczymi zaginięciami i mordami wśród poławiaczy pereł. Geralt ma zbadać sprawę... i wszystko było by super, gdyby nie (znów) watek miłosny. Pojawia się randomowa laska, dawna znajoma Jaskra(barda) i zakochuje się w Geralcie od pierwszego wejrzenia. Ale Geralt przecież kocha Yenefer! O nie nie nie, pani Poetko, nie będzie seksu. No chyba, że na szybko w sianie o ile się nie rozmyślisz. Rozmyśliła się.

Opowiadanie piąte. Pojawia się Ciri, w tym momencie uważny Czytelnik Bloga zauważa, że Miecz Przeznaczenia to drugi tom opowiadań i Autor Bloga(czyli ja) na pewno nie docenił tego wątku, bo nie wie, że Ciri to dziecko niespodzianka z Ostatniego Życzenia. I że Geralt odczarował kiedyś jej ojca. I że jej babka wcale nie chciała dopełnić przepowiedni. No więc Autor Bloga wiedział, to wszystko i oddaje sprawiedliwość. Wątek z Ciri jest nienajgorszy. Jasne, ona jest małą rozkrzyczaną smarkulą, którą przez pierwszą połowę opowiadania masz ochotę zabić, ale później rozumiesz, że całość ma pokazać skomplikowanie relacji Ciri i Geralta i stanowić, jak mniemam wstęp do opisu niebanalnej relacji Ojciec - Córka.

Oczywiście opowiadanie miejscami trąci niepotrzebnymi wstawkami w postaci dialogów driad. Dlaczego autor umieścił pełne dialogi, w niezrozumiałym języku? Nie jest on zrozumiały ani dla Geralta, ani dla czytelnika. Jaki więc jest tego cel?

Jeśli treść tych rozmów jest istotna z punktu widzenia czytelnika, można było napisać to po polsku, opatrując komentarzem, że Geralt nie rozumiał języka Driad. Jeśli były to dialogi istotne z punktu widzenia Geralta, to również można było pisać po polsku. Jeśli zarówno czytelnik jak i Geralt mieli nie rozumieć, to czemu nie napisać "Driady gadały między sobą, a biedny Geralt nic nie rozumiał"? Ja rozumiem, że Sapkowski chciał stworzyć ogromny, rozbudowany świat, ze swoimi językami, wierzeniami i prawami, ale czy nie może on być przy okazji zrozumiały dla czytelnika?

Na domiar złego, opowiadanie szóste. Pierdolety o matce Geralta, jego wizjach i generalnie tym, że kocha Yenefer. Uważny czytelnik z pewnością policzył, że na sześć opowiadań, aż trzy(czyli połowa) dotyczyła wątku Geralt i Yenefer. Ja naprawdę rozumiem, że gdyby mieli facebooka ustawiliby "to skomplikowane". Zrozumiałem to już po pierwszym opowiadaniu, w którym też Yen się pojawia, na szczęście bez zbędnych nastoletnich, romansowych wypocin.

Główne pytanie i motyw przewodni tej recenzji brzmi: czemu ludzie się tym jarają? Czy chodzi o nostalgię, związaną z nastoletnim wiekiem, kiedy czytasz Wiedźmina? Oddalam to pytanie; podejrzewam, że mając 13 lat, gdy czytasz o Geralcie, jest to prawdopodobnie pierwsza postać która nie jest czarno-biała. Geralt nie jest paladynem; nie biegnie na pomoc każdemu chłopowi, czy księżniczce niesiony porywem serca, czy poczuciem misji. Jest zakochaną nastolatką, która przy okazji puka różne laski na swojej drodze, a czasem powie księciu, że jest idiotą. I jak masz naście lat, to możesz się z tym utożsamić... sam byłem zakochaną nastolatką, buntownikiem i chciałem poloniście powiedzieć, że jest idiotą. Rozumiem, że wieku nastoletnim Wiedźmin może Cię jarać. Ale ja już chyba jestem za stary.

Mam dylemat z ostateczną oceną, bo z jednej strony dla mnie jest to książka słaba. Z drugiej, być może jest niereprezentatywna dla całego cyklu i powinienem przeczytać jeszcze Ostatnie Życzenie i np. pierwszy tom właściwej sagi? Taki mam plan, bo nie lubię przerywać serii w połowie. Jak mawiał mój nauczyciel fizyki w liceum: przerywanie jest nie zdrowe. Staram się nie przekreślać całej sagi po jednej książce... zobaczymy co przyniesie dzień.

Póki co wychodzi mi, że na przeczytanie tej książki jest bardzo wąskie okno czasowe. Także, jeśli masz 13-15 lat, chodzisz do gimnazjum, masz długie włosy i koleżankę która Ci się podoba, ale boisz się zagadać, a dodatkowo chciałbyś spróbować tego całego "fantasy ze smokami" to Miecz Przeznaczenia jest dla Ciebie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz