wtorek, 14 lipca 2015

Recenzja: Trylogia Ciągu - William GIbson (Neuromancer, Graf Zero, Mona Liza Turbo)

Do przeczytania Neuromancera zbierałem się co najmniej kilka lat. Nie czytałem zbyt wielu powieści cyberpunkowych, a książki Gibsona, przedstawiane są jako absolutny klasyk gatunku, także prędzej czy później musiałem się za nie zabrać. Szczęśliwie, niemalże w momencie kiedy postanowiłem wziąć na warsztat Neuromancera wydawnictwo Mag dokonało wznowienia i to od razu w zbiorczego wydania całej trylogii Ciągu.

Wielokrotnie pisałem na Poczytalnikowym fejsie, że wydawnictwo Mag, ma mega propsy za kapitalnie wydaną serię artefakty, gdzie ukazywać się będą klasyki szerokorozumianej literatury fantastycznej. Warto je mieć choćby ze względu na przepiękne okładki - w planach mam zakupienie, bo po prostu lubię posiadać i myślę, że ładnie będą się prezentować na półce. Ale odchodzę od tematu.

Neuromancer to pierwsza książka w cyberpunkowej trylogii Ciągu. Opowiada o grupie ludzi, którzy mają przeprowadzić Operację(przez duże O, więc to ważne) dla tajemniczego Zleceniodawcy. Operacja składa się zasadniczo z dwóch części. Po pierwsze "przed wyruszeniem w drogę, należy zebrać drużynę" - w tej części Gibson opisuje świat w niedalekiej przyszłości, jak i przedstawia bohaterów dramatu. Dowiadujemy się, że światem rządzą korporacje zamiast rządów, a zaawansowana technika pozwala na np. modyfikacje ciała. Część druga to opis właściwej akcji, której nie opiszę bo, wiadomo, spoiler... powiem tylko, że będziemy mieli do czynienia z hackerami, sztucznymi inteligencjami i halucynacjami.

Wszystko to bardzo piękne i wzniosłe, ale momentami nie ma sensu. Po pierwsze, motywacje niektórych bohaterów(Riviera) nie są w ogóle przedstawione, przez co znacząco utrudniony jest odbiór książki. Niestety, jestem za duży i zbyt dociekliwy aby Pan Autor mógł mi sprzedawać swoje historie argumentując je: "bo tak". Po drugie dodawanie przedrostków "hiper", i "kwantowy" zamiast pomagać budować świat przyszłości i technologii wprowadza jeszcze większy zamęt jeśli rozumiesz co te słowa znaczą. A ja rozumiem. Zrozumienia fabuły nie ułatwia też fakt, że Autor co krok wprowadza nową nomenklaturę przechodząc nad nią do porządku dziennego. Dopiero przeczytanie drugiej i trzeciej książki umożliwiło mi zrozumienie niektórych zagadnień pierwszej.

A to bardzo niedobrze.

Neuromancer ma moim zdaniem zasadniczo ten sam problem, który miało Ślepowidzenie tzn. autora, który chyba nie do końca wie o czym chce napisać. Czy bardziej o świecie, czy o SI, czy o hackerach. Męczyłem się do tego stopnia, że po przeczytaniu książki musiałem przeczytać streszczenie żeby zrozumieć czy na pewno dobrze zrozumiałem treść. Na szczęście zrozumiałem.

Wszystko to jest o tyle fascynujące, że Graf Zero i Mona Liza Turbo, czyli odpowiedno druga i trzecia część trylogii są naprawdę dobrym książkami. Tak jakby autor przeanalizował pierwszą część i zrozumiał, że wiele rzeczy w niej opisanych można rozwinąć czy wyjaśnić. Obie książki są o co najmniej klasę lepsze od Neuromancera. Rozwijają świat przedstawiony w pierwszej części trylogii, mają ciekawą i tajemniczą historię tłumaczą motywacje bohaterów i przede wszystkim nie nudzą.

Nie chcę pisać za wiele o fabule tych książek, bo do pewnego stopnia łączą się z częścią pierwszą, a Państwo wiedzą, że jestem ogromnym przeciwnikiem nawet najmniejszych spoilerów. Także w ogromnym skrócie:

Graf Zero
przedstawia dwie powiązane ze sobą historie. Pierwsza z nich to akcja porwania pracownika jednej z międzynarodowych korporacji, która poszła bardzo bardzo źle i konsekwencje z tego porwania wynikające. Drugim wątkiem w Grafie Zero jest cyberprzestrzeń i pojawiające się nowe autonomiczne byty... kim są? Czy to SI, rodzaj jakiejś samoświadomości, a może jeszcze coś innego? I czemu mówią o sobie jak o bóstwach Voodoo? Mona Liza Turbo, czyli trzecia część trylogii, z kolei opowiada o próbie porwania pewnej znanej osobistości ze świata rozrywki. Powracają postaci z poprzednich części jest tajemniczo i ciekawie.

Podsumowując, nie wiem czy to klasyka mnie przerosła, czy po prostu spodziewałem się czegoś innego. Liczyłem na się książkę akcji, w końcu zarówno Matrix jak i wiele filmów s-f ma swoje korzenie w prozie Gibsona, a dostałem... po prostu książkę - klasykę gatunku, ale miejscami jednak nudnawą. Trudno mi zdecydować czy książkę raczej polecam, czy raczej nie. Na pewno za to jeśli już przemęczysz się przez Neuromancera i wczujesz w przesiąknięty brudem USA z lat 80 klimat to polecam pozostałe dwie książki z trylogii.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz