czwartek, 27 sierpnia 2015

Recenzja: Z Mgły Zrodzony - Brandon Sanderson

Zostałem Sandersonitą. Oznacza to mniej więcej tyle, że obecnie uznaję Brandona Sandersona za najlepszego pisarza ever. Po kapitalnej Drodze Królów w moje ręce wpadł Z Mgły Zrodzony - książka o której nie wiedziałem w zasadzie nic poza tym, że napisał ją Sanderson. Później dowiedziałem się, że to  nowe wydanie pierwszego tomu trylogii Ostatnie Imperium. Lubię trylogie i w zasadzie każdą serię rozpatruję w kategoriach trylogii... to trochę jak z wódką: jedna flaszka to mało, dwie dużo, a trzy w sam raz. Wydawnictwo MAG jak zwykle się postarało i dostarczyło bardzo ładnie wydaną książkę w twardej okładce(to o tyle ważne, że ładnie prezentuje się na półce). 

Po pierwszym rzucie oka można przypuszczać, że będziemy mieli do czynienia z historią złodziejską lub skrytobójczą(postać w kapturze, stoi na dachu, a w rękach trzyma sztylety) do takich historii zawsze mam sentyment. Bierze się to z fascynacji grami komputerowymi(o jaki typ! ma 30 lat i gra w komputer!) typu stealth, czyli po polsku skradankami, w których wcielamy się w postać, która najczęściej pod osłoną nocy musi ratować świat, przy okazji zabierać bogatym zostawiając sobie. Czytanie Zrodzonego... idealnie zbiegło się z kolejnym przejściem przeze mnie serii gier Thief, które szczerze polecam jako najlepsze co spotkało przemysł rozrywkowy.

Ale to taka dygresja... wróćmy do książki.

Z Mgły Zrodzony opowiada historię zamachu na Ostatniego Imperatora, niemal boską istotę, która nie podzielnie rządzi od tysiąca lat(czemu to zawsze jest 1000 lat? czemu nie np 976? albo inna "nieokrągła" liczba?). Poznajemy szczegółowy plan obalenia rządów Imperatora, jak i ludzi, którzy ten plan mają realizować. Przez pierwsze 200 stron, na które składają się takie standardowe elementy jak zawiązanie akcji, przedstawienie bohaterów oraz wprowadzenie do świata, miałem wrażenie, że czytam najlepszą książkę w życiu. Podobało mi się w zasadzie wszystko, i to zarówno jeśli chodzi o fabułę, która już od pierwszych stron mnie wciągnęła, jak i jeśli chodzi o styl i dynamikę całej książki. W odróżnieniu od Drogi Królów tu od początku się dzieje... bunt niewolników, walka z użyciem magii, przekręty złodziejskie, inkwizytorzy z kolcami w oczach, a wszystko to na pierwszych 50 stronach. Droga królów musiała się rozkręcić, a tu jesteśmy od początku rzuceni w wir akcji.

Później akcja trochę zwalnia; z każdym rozdziałem jesteśmy wprowadzani coraz głębiej w przedsięwzięcie głównych bohaterów, podświadomie czując, że nie ma prawa się udać... bo jak pokonać Boga?

W tej części poza momentami wartką akcją mamy do czynienia z opisem dyplomacji i zależności między rządzącymi miastem rodami arystokratów, niewolnikami a samym Imperatorem. Nie są to na szczęście opisy na miarę Martina, dzięki czemu czyta się je bezboleśnie. Kluczowym elementem tych opisów jest pokazanie różnic klasowych między bogatymi arystokratami, a niewolnikami(nazwanymi skaa), którzy każdego dnia mogą zginąć z ich ręki. Zastanawiam, czy to nie stąd wziął się pomysł na parshmenów z Drogi Królów. Czyżby Sanderson chciał bardziej rozwinąć temat walki klas i postanowił napisać nową sagę?

Nie ukrywam, że książka mnie momentami męczyła, ale nie dlatego, że jest źle napisana, czy się dłuży, ale dlatego, że nie zgadzałem się z motywacjami głównej bohaterki, uważając je momentami, za miałkie i zbyt idealistyczne. Szczęśliwie motywacja ta okazała się uzasadniona fabularnie, ot bohaterka zakochała się w kimś żyjącym "po drugiej stronie barykady". Co ciekawe wątek ten, i skomplikowana relacja bohaterów jest przyjemnie i nienachalnie opisana... w odróżnieniu od pewnej polskiej sagi o zabójcy i jego lasce. Okazuje się, że można pisać o uczuciach i nie brzmieć jak zakochana nastolatka.

Jednym z najciekawszych elementów książki jest szczegółowy opis systemu magii działającego w świecie Zrodzonego - allomancji, czyli sztuki spalania metali, uzyskując dzięki nim magiczne zdolności, takich jak wpływanie na emocje innych czy przyciąganie i odpychanie metalu. Jeden stop odpowiada jednej umiejętności, a allomanta "przed akcją" musi wypić opiłki metali aby móc później korzystać z ich mocy. Pomysł super! Nie są to banalne eliksiry, które dają "super moce", a raczej rodzaj paliwa, wzmacniającego naturalne umiejętności maga. Jeśli wypalisz cały metal danego rodzaju, to sorry...

Czy to możliwe, żeby ktoś napisał dwie super sagi? Możliwe; jeśli Droga Królów to 10/10(a taką ocenę ode mnie dostała na lubimyczytać; swoją drogą to jedyna "dycha" jaką tam dałem) to Z Mgły Zrodzony to jakieś 8.5-9/10. Polecam szczerze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz