czwartek, 24 września 2015

Książkowa rozkmina: Letnia depresja

zdjęcie ukradłem z lubimyczytac.pl
Ostatnia posucha Poczytalnikowych recenzji nie bierze się z tego, że nie czytam, bo oczywiście czytam nieustająco książkę za książką, a po prostu z braku weny na napisanie dobrej recenzji w poczytalnikowym stylu. W ciągu ostatnich miesięcy przeczytałem: Północ - Południe Wegnera, Dopóki nie zgasną gwiazdy Patykiewicza, Przedrzeźniacza Tevisa a teraz kończę(str.670 z 950) Słowa Światłości Sandersona. Dwie z tych książek były naprawdę dobre, jedna niezła z tendencjami ku "naprawdę dobrości" a jedna to pseudoambitna historyjka o polowaniu na foki w post apokaliptycznym Świecie.

Recenzje się piszą, czy raczej udają, że się piszą... mam wypunktowane jakie tematy chcę w recenzjach poruszyć, bo zdarzyło mi się już kilka razy zapomnieć co czułem po przeczytaniu. Kto na bloga zagląda(posłuchaj, to do Ciebie!) to wie, że moje recenzje są nasycone "emocjami tuż po" skończeniu książki. Mam nawet ściągnięte okładki, wstawione w recenzję tylko, cholera, weny nie mam.

Problem polega na tym, że te książki po których spodziewam się, że będą dobre takie są, a te które mają być słabe wpisują się w dość szeroką definicję słabości. Nie jest to jednak spektakularne "się wpisywanie" w ramy w stylu Sagi o Wiedźminie Sapkowskiego czy książek Kossakowskiej. O Panie! O tej dwójce to ja bym chyba mógł doktorat napisać! Tylko, że akurat mi się nie chce...

W ogóle to brakuje mi weny na wymyślenie ciekawych superlatywów np. dla Tevisa, czy pocisków na Patykiewicza. No bo co? Napisać, że Tevis czy Sanderson dobry? No można, ale to jakby o Mozarcie napisać, że fajne numery pisał... nie oddaje to zupełnie skali. A w ogóle to nie raz już pisałem o swojej fascynacji książkami Sandersona, więc to nudne i monotematyczne takie wychwalanie wciąż tych samych autorów i wydawnictw(tak, propsy dla Maga; nie, nie dostaję od nich hajsu ani książek). Nudne to zarówno dla mnie jak i dla Was. Na ocenie tzw. Warsztatu też się nie znam i generalnie nie umiem docenić. Zauważyłem tylko, że to co dla mnie jest grafomanią fani oceniają jako świetny Warsztat. Co Wam to mówi o fandomie?

Postanowiłem pójść w notkę muzyczną i wzorem np. Pani Nosowskiej z Hey, napisać tekst o niemocy twórczej. O tym, że nie umiem, nie chcę, nie mam weny a w ogóle to wszystko już było, a i tak wszyscy umrzemy. Wszytko co miało być powiedziane już zostało powiedziane, a co miało zostać zrecenzowane zostało zrecenzowane.

Co ciekawe z tej depresji i niemocy twórczej urodziły mi się w głowie co najmniej dwa pomysły na jakiś własny kawałek literatury. Szkoda, że nie umiem pisać.

Z drugiej strony Jason Hunt też nie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz