niedziela, 11 października 2015

Recenzja: Dopóki nie zgasną gwiazdy - Piotr Patykiewicz

Ostatnio jakby dużo czytam, może nawet za dużo? Złapałem się na tym, że po kilku tygodniach od lektury zupełnie nie pamiętam o czym była dana książka. Albo mieszają mi się w jedną historię wątki i postaci z różnych książek. Być może to wynika z tego, że ostatnio czytałem głównie wielowątkowe cegły z niebanalną fabułą, mnogością bohaterów i ich intryg. A może po prostu mózg się przemęczył? Jako lekarstwo na to przemęczenie postanowiłem wybrać pozycję lżejszą, krótszą, ale z nasłuchu wyszło że nadal trzymającą przyzwoity poziom. Tak właśnie trafiłem na Dopóki nie zgasną gwiazdy Piotra Patykiewicza.

Książka zapowiada się dość ciekawie: ma być survivalowo po jakiejś formie Zagłady(nazwanej tu Upadkiem), ale bez motywu inwazji zombie. A to dobrze, bo zombie moim zdaniem lepiej nadają się na książkę z cyklu "wesoła rozpierducha" a nie "studium ludzkich zachowań". Tyle dowiedziałem się z internetu.

Niestety na dobrym "się zapowiadaniu" książki się skończyło. Ta książka jest niesamowicie nudna. Nie wiem, może nie jestem targetem, może to książka przeznaczona dla gimnazjalistów, którzy po raz pierwszy mają przeczytać coś co nie jest obowiązkową lekturą szkolną. Mi w każdym razie zupełnie nie podeszła.

Mam wrażenie, że autor niebardzo wiedział o czym chciał napisać więc mieszał ze sobą różne niepowiązane wątki licząc, że wyjdzie z tego coś dobrego. Trochę tak jak w jednym z odcinków Atomówek: bohaterki chciały stworzyć sobie siostrę. W tym celu robiły miksturę, do której wrzucały różne randomowe rzeczy. Wyszło coś jak na zdjęciu obok. Z jednej strony mamy dość szczegółowy podręcznik dotyczący życia Eskimosów, polowania na foki, szczury i robienia futer. Wynika to z tego, że po Upadku nastąpiła wieczna zima, ergo Eskimosi, survival, szczury, foki i niedźwiedzie.

Z drugiej strony mamy do czynienia z Końcem Świata, Lucyferem i walką ze Świetlikami - Jego dziećmi/pomiotami. Na pierwszy rzut oka Tajemnica związana z przyczynami i skutkami Końca Świata wydawała się bardzo ciekawa i nie mogłem się doczekać jej rozwiązania. Niestety się nie doczekałem... Autor w zasadzie przez cały podsyca tajemniczość, ale nigdy tak naprawdę nie dowiadujemy się jakie były faktyczne przyczyny zdarzeń opisanych w książce. Do tej pory nie wiem czy "Lucyfer" jest jakąś kosmiczną cywilizacją, mutantem popromiennym, atakiem atomowym czy tak jakąś mistyczną siłą, której bliżej do biblijnego Lucyfera? Oczywiście można się spierać, że to nie istotne, bo przecież ważne są konsekwencje Upadku, i to jak ludzie radzili sobie w trudnych warunkach, a nie przyczyny... Tylko, że ja mam tak, że jestem dociekliwy i lubię wiedzieć o czym czytam. Jeśli autor przez 400 stron buduje tajemnicę, z której nic na końcu nie wynika to ja się czuję oszukany. Nie pomaga nawet to, że na ostatnich 50 stronach akcja się naprawdę fajnie rozwija i rozkręca, tylko, że 50 stron to trochę za mało. Szczególnie, że mam wrażenie, że autor bardzo przyspieszał akcję tylko po to aby zamknąć książkę w 400 stronach.

Z powyższego opisu jasno chyba wynika że książka mi się nie podobała. Dodam tylko, że główny bohater zupełnie do mnie nie przemawia, co oddajmy sprawiedliwość, wynika z jego wieku - ma szesnaście lat i właśnie wchodzi w dorosłość... To niestety(smutna buzia) nie jestem ja i nie potrafię się do tego za bardzo odnieść. Zastanawiam się komu mógłbym polecić tę książkę... Nie jest to książka najgorsza, po prostu zupełnie nie trafia w moje gusta. Mimo, że lubię książki lekkie i łatwe w odbiorze to tej generalnie jej nie polecam. Nie mniej myślę, że jeśli masz -naście lat, lub chciałbyś spróbować "delikatnego post-apo" to warto jej dać szansę, a potem ocenić na co najwyżej 4/10.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz