środa, 7 października 2015

Recenzja: Szósty Patrol - Sergiej Łukjanienko

Już trzeci raz zbieram się do napisania recenzji Szóstego Patrolu ostatniej książki Siergieja Łukjanienki i to nie tylko dlatego, że brakuje mi weny. Przede wszystkim trudno jest się przed samym sobą przyznać, że jeden z moich ulubionych pisarzy napisał słabą książkę. Szósty Patrol to kolejna(kto zgadnie która? dla ułatwienia, nie piąta ale i nie siódma) książka z cyklu o Patrolach - zbiurokratyzowanych siłach Dobra i Zła, które codziennie walczą o zachowanie równowagi między sobą. Póki co nic się nie zmieniło pisałem o tym jakiś czas temu przy okazji recenzji Nocnego i Nowego Patrolu.

Co zatem nowego? W zasadzie nic... W Moskwie pewien wampir poluje na ludzi. Ataki są o tyle ciekawe, że ofiary nie są ze sobą w żaden sposób powiązane - atakowani są starzy, młodzi, kobiety, mężczyźni. Jest w tym jednak pewna logika. O ataki podejrzana jest wampirzyca z pierwszej części cyklu. która została ubezcieleśniona i odesłana w Zmrok; więc nie powinna istnieć. A może jednak istnieje?

Tak to, w każdym razie, pamiętam po prawie 3 miesiącach od przeczytania. Szczerze mówiąc, to z całości zapamiętałem raczej jakieś niewielkie fragmenty: że jest wampir; albo, że córka Antona weszła w wiek nastoletni, co jest przyczyną nowych problemów w relacji ojciec - córka. Całości niestety nie pamiętam, a to niedobrze.

Najbardziej z całej książki pamiętam zakończenie, które chyba sugeruje koniec cyklu. I okej nie ma w tym nic złego, nawet to chyba lepiej, że Autorowi udało się w miarę sensownie zakończyć różne wątki, zamiast robić tworzyć wielotomową sagę nastawioną tylko na zarabianie pieniędzy.

W Szóstym Patrolu brakuje mi tego za co absolutnie uwielbiam Nocny Patrol: takiej aury rosyjskości. Picia herbaty ze szklanek w koszyczkach, jeżdżenia Żiguli i tego jak Anton mówi z wyższością o wakacjach na południu Rosji nad ciepłym morzem; mimo, ze może podróżować po całym Świecie. Ja naprawdę rozumiem, że zarówno Rosja jak i Polska czy cały Świat się zmieniły przez ostatnie lata - mamy dostęp do smartfonów, a dzięki nim do całej wiedzy świata wpisanej w internet; że możemy pojechać gdzie chcemy kiedy chcemy. Ale właśnie ta Patrolowa rosyjskość odróżniała książki Łukjanienki od setek podobnych książek urbanfantasy. Bo teraz mamy do czynienia z Autorem, który, być może nieświadomie, kopiuje styl zachodnich pisarzy. A to trochę kłóci mi się z moją, wyimaginowaną z resztą, wizją Rosji.

Książkę polecam w zasadzie wyłącznie osobom które przeczytały pierwsze części i chcą zobaczyć, jak całość się skończy. Jeśli lubisz urbanfantasy, to może lepiej Nigdziebądź Gaimana? Albo choćby Ciemność Płonie Ćwieka? A jeśli już Patrole(co bardzo popieram) to chyba lepiej przeczytać po raz kolejny pierwszą część, niż męczyć się z ostatnią.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz