wtorek, 10 listopada 2015

Recenzja: Przedrzeźniacz - Walter Tevis

W tym roku przeczytałem wiele dobrych książek. Naprawdę. Pod względem czytelniczym to chyba najbardziej produktywny rok jaki miałem w życiu i to nie tylko pod względem liczby stron ale też jakości czytanej literatury: dwie cegły od Sandersona, Wegner, znów Sanderson, Tolkien, Sapkowski, Piekara. Dużo tego było w porównaniu z ubiegłymi latami. Wiele z tych książek była naprawdę bardzo dobra, ale żadnej chyba bym nie polecił osobie, która nie czyta szerokorozumianej fantastyki. Wyjątkiem jest Przedrzeźniacz Waltera Tevisa, książka, która bezapelacyjnie powinna wejść do kanonu lektur obowiązkowych w polskiej szkole. Tu nie chodzi o to, że ta książka jest dobra, bo oczywiście jest, nawet bardzo, ale to generalnie niewiele mówi. Archiwum Burzowego Światła Sandersona też jest dobre... tylko, że po ich przeczytaniu nie oddawałem się zadumie nad sensem życia i przyszłością ludzkości. 

Prawdopodobnie podejrzewasz już, że po raz trzeci w tym roku napiszę, że przeczytałem najlepszą ksiażkę ever. Nie uwierzysz mi, ale tak właśnie jest.

Przedrzeźniacza  kupiłem w ciemno z bardzo prozaicznych powodów. Po pierwsze został wydany w serii artefakty wydawnictwa Mag - mam już kilka książek z tej serii i głupio na półce wyglądała by niekompletna kolekcja. Po drugie, i wiem że nie powinienem tego robić, ale skusiłem się patrząc na megafajną okładkę. Po trzecie lektura wydawała się dość krótka raptem 250 stron, czyli taka książka "na dwa razy". Tylko, że nikt mi nie powiedział, że na tych 250 stronach będzie tak wiele treści.

Akcja Przedrzeźniacza ma miejsce dystopijnej przyszłości, gdzie ludzka populacja w skutek kontroli urodzeń zmalała do 29 milionów osób. Ludzie, niczym odurzeni narkotykami zombie, przemykają po ulicach starając się pod żadnym pozorem nie pogwałcić Prawa Prywatności i nie wejść w jakąkolwiek interakcję z innymi. Nie muszą martwić się pracą - do tego zostały stworzone roboty; w zasadzie większość ludzi zajmuje się rozrywką w postaci ogłupiającej telewizji, pornografii i narkotyków. Światem rządzą roboty, ale nie dlatego, że go opanowały w wyniku jakiejś rewolucji, a dlatego, że ogłupieni ludzie zapomnieli, że to roboty mają im służyć, a nie na odwrót.

Czy do tego właśnie dążymy? Czy tak właśnie będzie wyglądała przyszłość? "O nic nie pytaj. Odpręż się" - taka jest przewodnia myśl wpajana ludziom tego świata.

Fabuła opowiada historię mężczyzny - Paula, który żyjąc w świecie analfabetów zupełnym przypadkiem nauczył się czytać. Ot któregoś dnia znalazł książeczki dla dzieci i przeglądając ja po prostu się nauczył. Dzięki tej umiejętności dostaje pracę na Uniwersytecie, gdzie pracując pod dziekanem Spofforthem - robotem, który ma tendencje samobójcze, ale wbudowane oprogramowanie nie pozwala się zabić - ma czytać nieme filmy. Nie spodziewał się, że jego życie zmieni się diametralnie pod wpływem sztuki; odkrył całą masę nie znanych sobie emocji: miłość, złość, wrażliwość. Po odstawieniu narkotyków i leków zaczął zupełnie inaczej patrzeć na świat i odkrywać go na nowo. Jak dziecko, które po raz pierwszy wychodzi na dwór i wszystko je dziwi i fascynuje. Pierwsze skojarzenie jakie miałem, z przemianą Paula w Przedrzeźniaczu to przemiana głównego bohatera z filmu Equilibrium kiedy to bohater po raz pierwszy "na trzeźwo" widzi wschód słońca i po raz pierwszy czuje.

Książkę polecam każdemu, niezależnie od tego jaki rodzaj literatury preferujesz na codzień. Przedrzeźniacz mimo robotów nie jest po prostu kolejną książką SF a bardzo ciekawą rozprawą na temat ludzkiej przyszłości. Czy tak się właśnie skończy świat; nie hukiem lecz skomleniem?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz