niedziela, 29 listopada 2015

Recenzja: Słowa Światłości - Brandon Sanderson

Przed napisaniem recenzji Słów Światłości Sandersona spojrzałem na lubimy czytać, żeby sprawdzić jaką ocenę dałem pierwszej części sagi Archiwum Burzowego Światła. I wiecie co mi wyszło? To jedna z dwóch książek, które w całej mojej wirtualnej biblioteczce mają 10/10. Dla ułatwienia dodam, że drugą jest Przedrzeźniacz Tevisa, o którym pisałem jakiś czas temu. I teraz mam dylemat co zrobić, bo Słowa Światłości są jeszcze lepsze niż pierwsza część cyklu.

Jak zwykle, w przypadku sagi z tendencjami do bycia elementem budowlanym(tzw. "cegłą"), akcja się chwilę rozkręca. Jeśli liczysz na szybkie 50 stron wstępu i pozostałe 900 wartkiej akcji, to niestety źle trafiłeś. Należy jednak oddać sprawiedliwość, że "się dzieje".

Istotna zmiana, w stosunku do pierwszej części, to główny bohater, czy też raczej centralna postać wokół której budowana jest akcja. W pierwszej części był to Kaladin - wojownik, uznany za zdrajcę, który przechodzi trudną drogę do Chwały. W Słowach Światłości centralną postacią jest Shallan - oszustka, która stała się uczoną, i której celem jest spłacenie długów rodziny. Poruszane są też wątki związane postaciami pobocznymi: z zabójcą, który płacze, gdy zbija - Szethem, (nadal jest ich za mało jak dla mnie); królem Taravangianem, który w pierwszej części zasłynął kolekcjonowaniem słów zmarłych; oraz, co ciekawe, Eshonai przedstawicielką ludu Parshendi, który jest głównym wrogiem w wojnie napędzającej całą akcję.

Nie chcę zdradzać, za dużo z fabuły więc tylko hasłowo powiem tak: źli zostali ukarani, a dobrzy przestali się ukrywać. No i znaleźli w końcu to czego szukali. A w ogóle ostatnie 200 stron to czytałem prawie na stojąco nie mogąc się doczekać rozwiązania akcji. Ups! chyba i tak już za dużo powiedziałem.

To co najbardziej mi się podoba, to to, że jestem usatysfakcjonowany wyjaśnieniami przedstawionymi w książce. Jasne, nie wiem jeszcze wszystkiego, bo ciągle pojawiają się nowe zagadki, niemniej stosunek odpowiedzi do pytań był zadowalający. Powiem wręcz, że dzięki brakowi wyraźnego "cliffhangera" książka mogłaby się zakończyć na drugiej części i nadal bym się nią skrajnie jarał.

Na szczęście Autor pisze dalej, co stwarza pewną trudność dla mnie jako czytelnika.. były pewne motywy z pierwszej części, których podczas lektury nie pamiętałem. Warto chyba rozważyć robienie notatek, kto, z kim i co robił, bo za dwa-trzy tomy to już nic nie będę pamiętał. Swoją drogą fascynuje mnie jak się takie sagi pisze? Jak osiągnąć to, że na tysiącu stron wiesz jakie wątki poruszyć, a jakich nie. I skąd Autor wie, kim są jego postaci?

Gdybym miał wystawić ocenę szkolną to oczywiście jest to 6, summa cum laude. Jako że ocen wyrażonych liczbą nie uznaję, niech będzie... 11/10. Czytać!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz